Co robić w Lizbonie przez kilka dni?

Oto okiem mojego obiektywu zapraszam Was w podróż po Lizbonie…

Wszystko zależy od tego co lubisz robić podczas podróży. Dla mnie poznawanie nowego miasta to nie odhaczanie zabytków z przewodnika, owszem, poznawanie także turystycznych miejsc, ale przede wszystkim to wtapianie się w życie miasta. Zawsze, gdy jestem w (nowym miejscu) nowym mieście, wyobrażam sobie, że jestem jego częścią, jego mieszkańcem i kroczę śladami autochtonów.
Szwendanie się małymi uliczkami, poznawanie życia codziennego, bywanie w kawiarniach nieobleganych przez turystów…to jest mój plan podróży:)

Jako, że wizyta w Portugalii była moja drugą, bo po raz pierwszy, a było to w 2016 roku, to zakochałam się w Lizbonie i postanowiłam tutaj powrócić niechybnie…
Pod kątem turystycznym możecie poczytać wcześniejszy post:

My Lisbon Story 

oraz

Porto, Sintra, Cabo da Rocca, Cascais

Stąd pomysł na Fit Street Lisbon Story, aby połączyć wyjazd  z jogą w gronie osób, które podzielają tę pasję:)))

Nie będę tutaj pisać o miejscach, gdzie warto zjeść, jak wygląda komunikacja i ile co kosztuje, ponieważ nie jest to blog stricte turystyczny . Moją drogę przez Lizbonę ujrzycie w kadrach wytyczających trasę.
Plan wyjazdu przede wszystkim uzależniam od pogody, więc jest on elastyczny, w najcieplejsze dni wybraliśmy się na plaże położone blisko stolicy, w niedzielę zwiedzaliśmy muzea, ponieważ wtedy są za free (nie wszystkie). Reszta trasy tak była ustalona, aby zobaczyć jak najwięcej. Zapraszam Was do wspólnej portugalskiej przygody:

Day 1 – Bairro Alto/Baixa- Chiado

Nocleg i zakwaterowanie – zazwyczaj korzystam z AirBnb. Nocleg w sercu Bairro Alto, w samym centrum wszech imprez. Mieszkanie usytuowane nad jazzową knajpką, więc nie dla tych, którzy cenią spokój i ciszę, nie jest to dobre rozwiązanie, ale na kilka dni, daliśmy radę. Dzięki temu zaoszczędziliśmy masę czasu na dojazdy do centrum. A ukochany jazz śni się do dziś ;)
Mieszkanie znajdowało się dosłownie jedną przecznicę od słynnego tarasu widokowego: Miradouro de São Pedro de Alcântara, który był pierwszym punktem naszego zwiedzania dnia pierwszego,
tuż obok mieści się winda, w postaci słynnego już żółtego tramwaju.
Dzień pierwszy to zwiedzanie centrum wraz z windą Santa Justa, aż do Praça do Comércio.

   

Słynna kawiarnia w której kawą raczyli się wielcy i uznani, zawsze tłumy. Zawsze!

              

Museu Calouste Gulbenkian

Pierwsze popołudnie w Lizbonie spędziliśmy odwiedzając Muzeum Sztuki Nowoczesnej:
Museu Calouste Gulbenkian z przepięknym ogrodem, w którym wypoczywały rodziny i relaksowali się  przy niedzieli Portugalczycy:)

Życie Nocne to tylko na Bairro Alto

W związku z tym, że na Bairro Alto nocowaliśmy, to każdego dnia było FADO, jazz i party hard ;)

 

Day 2 – Alfama

Na Alfamie świat się zatrzymał. Ta dzielnica jest paryskim odpowiednikiem Montmartre i wrocławskim Nadodrzem:) Kocham to miejsce i  czuje się tu dobrze:)
Przepiękne budynki z najstarszymi azulejos. Katedra oraz Panteon, pracownie artystyczne, klimatyczne kawiarnie i małe, kręte uliczki jak w Italii !

 

Day 3 – Cascais

Cały dzień w tym turystycznym, jakże urokliwym miasteczku. Pierwotnie planowaliśmy wyjazd na dzika plażę Praia Guincho, ale dojazd tam jest kiepski. Jedynie auto wchodziło w rachubę. Czyli w naszym wypadku wynajem dwóch aut lub taxi. Zatem porzuciliśmy ten pomysł i zostaliśmy w Cascais cały dzień i chyba nikt tego nie żałował:

 

 

Day 4 – Belem

Dzielnica bardzo interesująca, którą można podzielić na turystyczną – za mostem i bardziej awangardową – przed mostem. Zacznijmy od komercyjnych obiektów:

Pałac Prezydencki – akurat załapaliśmy się na paradę konną, podczas której Prezydent Portugalii był w uroczystych okolicznościach odprowadzany do swego lokum:

Klasztor Hieronimitów:

Róża Wiatrów i Pomnik Odkrywców:

Wieża Belem  

Park w Belem:

 

LxFactory – zdecydowania moje klimaty, graffiti, sklepiki, knajpki, muzyka na żywo, bardzo bardzo ciekawe miejsce tuż pod czerwonym Mostem 25 Kwietnia:

 

Day 5 – Carcavelos

20 minut pociągiem na Zachód od Lizbony w stronę Cascais  i jesteś w świecie surferów:)
Załapaliśmy się też na odpływu Oceanu Atlantyckiego:)

     

Day 6- Sintra/Cabo da Rocca

Otóż tym razem, Fit Street Team pojechał bez Jogini.
Dlatego po fotorelację zapraszam do poprzedniego posta:

https://fitstreet.pl/oh-portugal/

A ja na spokojnie zwiedzałam Centrum….

Day 7- Baixa/Alfama/Bairro Alto –  last  look

 

 

  

Na Bairro Alto, usłyszycie Fado praktycznie w co drugiej bardzo niepozornej  restauracji :)

Lizbona to takie miasto, w którym mogłabym zamieszkać. Serio.Oczywiście tak samo mówiłam po wizycie w Barcelonie i Paryżu, ale teraz prym wiedzie Portugalia….Miłość od pierwszego wejrzenia, od pierwszego postawienia stopy na portugalskiej ziemi. Na wiosnę lecę do Lagos i Faro, kto chętny???