Co warto zobaczyć w Apulii, skoro masz tylko kilka dni?

 

Zjawiskowa, magiczna Apulia –  spełniamy swe włoskie marzenia. Podróż do Włoch jest u mnie wpisana w regularny kalendarz wyjazdów. Italia jest ponad wszelką konkurencją. Nie tylko dlatego, że mam tam rodzinę, nie tylko dlatego, że doświadczymy pysznego jedzenia, ładnej pogody przez większość dni w roku, ale także bogactwo sztuki, dla historyka sztuki ma to zawsze znaczenie. I tu nie chodzi o odwiedzanie muzeów czy galerii…
Piękno samo w sobie, wewnętrzne czy zewnętrzne, możesz tam dostrzec na każdym kroku. Włochy bronią się same. Dźwięcznym językiem, dobrą energią i tym czymś, czego nie uświadczysz we Francji czy Hiszpanii….
Po prostu: Dolce far niente :)

Tym razem odwiedzamy południowy region – Apulię:

Miejsce docelowe Bari , czyli lotnisko na miejscu i nocleg w centrum.
Co nie do końca było dobrym rozwiązaniem podczas tego pobytu, no ale ale…może tak miało być:)
Być może Monopoli by tak nie zachwycało, a tęsknota za Polignano a Mare, nie trwała by do dziś:)

We Włoszech bardzo dobrze podróżuje się pociągami. Kursy są dość często, a ceny za bilety bardzo przystępne.
Szczerze polecam ten środek transportu.

Pierwsza Stacja – Monopoli

Małe miasteczko wzdłuż Adriatyku na linii brzegowej, więc widoki z pociągu nieziemskie:)
Tylko 20 minut drogi od Bari i jesteśmy w innym wymiarze.

Monopoli ma w sobie wszystko to, co zachwyca w stopniu najwyższym, piękne klimatyczne budynki w super kolorach, małe, urokliwe uliczki, plażę i dostęp do morza, wspaniałe jedzenie i pogodę na życzenie:)

Na początku czerwca temperatura waha się od 25 do ok. 28 stopni. To co mnie urzeka najbardziej, to labirynty architektury włoskiej, gubienie się w nich oraz długie rozmowy z Włochami…

Zauroczyłam się w Monopoli i zachęcam, aby tu zajrzeć nawet na dłużej będąc w Apulii.
Żałowałam, że nie miałam noclegu własnie w tym miasteczku, ponieważ zawsze marzyło mi się bycie w centrum Dolce Vita takiego jak tutaj:)

A kłopot z opuszczeniem Monopoli, nie polegał na braku transportu, tylko cześć mnie chciała tam być jak najdłużej, więc pobyt z kilkugodzinnej wizyty,  przedłużył się w całodniowy:)
Z resztą nie ma się co dziwić:

Przystanek drugi – Polignano a Mare

Z poszarpanym brzegiem, niewielkim skrawkiem plaży znajdującej się w wąwozie (słynna Cala San Giovanni).
Plażowanie na niej nie należy do najprzyjemniejszych (kamieniste podłoże, mocny wiatr), ale mimo wszystko dla czystej wody i wspaniałych widoków, warto choć na moment zatrzymać się i kontemplować to co dookoła.
A wokół miasteczko na skalistych fundamentach oraz wspaniały most Lama Monachile. Widok z niego zapiera dech w piersi. Jedyne w swoim rodzaju Polignano, mniej spokojne od Monopoli, z równie zawiłymi uliczkami na Starym Mieście, gdzie rozbrzmiewa muzyka. Piękne!

 

Przystanek trzeci – Alberobello:

Najbardziej instagramowe miasteczko Apulii, zdjęcia domków trulli znajdziecie prawie pod każdym hasztagiem #puglia ;)

Specyficzne, historyczne z wyżej wspomnianymi architektonicznymi budowlami. Samo miasteczko dość ospałe, leniwie toczy się tam żywot…Dopiero w skupisku domków, po lewej stronie od dworca uświadczycie masę turystów (oj nie lubię), komercyjne pamiątki i zero spokoju.

Zdecydowanie wolę prawą stronę miasta, gdzie też znajdziecie kilka domków trulli, ale jest zupełnie spokojniej, w zaciszu można napić się kawy i bez ciśnienia  podziwiać widoki.
W Alberobello próbowałam słynnych orchiette – domowego makaronu wyrabianego ręcznie w kształcie muszelek.
Pycha!

Bari jako start i meta :

Bari jest dość sporym miasteczkiem, ale tylko centrum zdaje się być interesująca. Nie polecam okolicy dworca – pełno tam typów spod ciemnej gwiazdy (w sumie jak przy każdym dworcu w dużym mieście).

A samo centrum, jest piękne: dominuje kolorystyka kości słoniowej oraz ciepłych żółci. W Bari z plażą kiepsko, są tylko małe urwiska z kamienistym podłożem. Za to miasto oferuje wspaniałe budowle: piękna katedra, kościóły oraz budynek teatru, który robi wrażenie swą okazałą bryłą.

Wieczorem życie tętni….byłam tam akurat w trakcie Mundialu, kiedy to nasza reprezentacja poległa z kretesem…więc sporo kibiców żywiołowo reagowało na każdy gol konkurencji;) Ludzie wychodzą na ulicę i świętują każdą możliwą okazję.

Wizyta w Bari wystarczy na 2 dni, zdecydowanie zachęcam do innych, mniej komercyjnych miasteczek w Apulii.