Jesienny weekend w Trójmieście z wizytą na Półwyspie, był jednym z ciekawszych wyjazdów w październiku z kilku powodów.

Po pierwsze primo:

  • poza sezonem jest najlepiej, bo…yyy jest najlepiej, nic dodać nic ująć (If You know what I mean…) Janusze, Haliny, Grażyny, parawaniarze, Krystyny…nie ma tego! Ani wrzeszczących pacholąt spuszczonych z oczu Sebiksa i Nikoli, którzy zatrzymali się przy jednym z kramików, bo On chciał i Ona chciała…a dzieciak w ryk. I takie tam historie, których poza sezonem nie uświadczysz nad morzem, bo wiadomo, że ww. towarzystwo jeździ  w sezonie, bo przecież tak trzeba, aby miał się czym chwalić pod koniec sierpnia, a fotki na fejsika wrzucać od razu, bo kto bogatemu zabroni, a kto biednemu wytłumaczy???
    Ot taki z ironią zaczęłam;)
    Ale dość już.

Po drugie secundo:

  • jesień nad polskim morzem jest przepiękna, gra kolorów, niesamowite kształty chmur, lekkie słońce no i ten wiatr…który gonię i gonię…
    “…lubiła tańczyć, pełna radości tak, ciągle goniła wiatr, spragniona życia wciąż, zawsze gubiła coś, nie chciała nic…”

 

Po trzecie tertio:

  • wdychaj jod, najczęściej jak możesz…jechałam z przeziębieniem i niewyleczonymi zatokami, wystarczył jeden dzień na wietrznym Półwyspie – wróciłam zdrowa, serio! Jod  lekiem na całe zło:)

Po czwarte quarto:

zobaczyć wzburzone morze, szerokie plaże, gdzie ludzi mniej niż mew, to obrazy, które zapadają w pamięć na długo, kocham.

 

Po piąte quinto:

  • w Trójmieście zawsze coś się dzieje, nawet poza sezonem, akurat trafiłyśmy na koncert mojego słowotwórczego ulubieńca i jakże zdolnego śpiewako-grajka z obszaru warszawskich boys bandów.

Po szóste sexto:

  • zobaczyć zrewitalizowany Wrzeszcz – bezcenne. Już podczas Opener’a, dwa lata temu, mieszkaliśmy na Wrzeszczu, wtedy tam się działo, a teraz ….cudownie!
    W sumie ten artykuł będzie poświęcony właśnie tej dzielnicy Gdańska, który jest dla mnie takim Wrocławiem Północy, a Wrzeszcz Naszym Nadodrzem <3
    Wśród polskich metropolii plasuje się na drugim miejscu, nie wiem czy to słabość do niemieckiej architektury, czy wąskich uliczek, czy to ten jod mi w głowie zawrócił???
    Wszak jestem Córką Neptuna, znad morza wyrosła, z piany powstała;)

 

Wszystkie “za” mogę mnożyć w nieskończoność, ale skupmy się na Wrzeszczu:

W sobotni poranek, doskonała miejscówka na śniadanie przy ulicy Słowackiego 21

https://www.facebook.com/pobitegarywrzeszcz/

Przy stacji Wrzeszcz:

A tak na Osiedlu Pilotów, tzw. Plastrów Miodu.
Bardzo fajne murale nawiązujące do historii Osiedla:

Ulica Wajdeloty:
Fukafe – najlepsza miejscówka z superfoods:

https://www.facebook.com/fukafe1/

Odwiedziłam też Stuio Jogi:
Joga Park

https://www.facebook.com/JogaParkGdansk/

A na rondzie:

I sąsiadujące z Fukafe – Avocado:

https://www.facebook.com/avocadoveganbistro/

A sobotni wieczór w klubie studenckim “Żaczek” na koncercie Pablopavo i Ludziki:
Selfie z Krystynami ;)

Wizyta w Gdańsku poszerzyła swój zasięg na Zachód…
Cała niedziela w Sopocie:

I choć nie był to poranek, to reszta się zgadza:
“Poranne zorze, poranne zorze
Gdy idę w Sopocie nad morzem
Po plaży brudno-piaskowej
Bałtyk śmierdzi ropą naftową
Poranne chodniki
Gdy idę, nie rozmawiam z nikim
Jak jest w niedzielę nad ranem
Po sobotnich balach chodniki zarzygane…”

I tu w słowach oszczędnie, bo zdjęcia wyrażają wszystko…
Monciak i taniec chmur:

 

Owiana złą sławą Zatoka Sztuki:

https://www.facebook.com/Zatoka.Sztuki/

   

A wisienką na torcie był nasz Półwysep <3

Począwszy od Chałup, zahaczyłam o Kuźnicę, Jastarnię i Juratę, tylko na Hel nie starczyło czasu, ale jeszcze przez sezonem tam będę:D

Zobaczcie jak cudnie i wietrznie:

Chałupy 6 – tam będę w czerwcu:)

https://www.facebook.com/chalupy6/

Kuźnica:

Jastarnia:

Restauracja zachwyca marynistycznym designem

https://www.facebook.com/Kapitalna/?ref=br_rs

 

I magiczna Jurata:  

Jesienią nad Bałtykiem jest zupełnie inaczej. Poza sezonem jest dziko.
Uwielbiam…