Dziś wygrał temat kwiatełów, choć już mam w zanadrzu przygotowane dla Was trzy tematy,
o których chcę napisać, ale po kolei…;)

Jest wiosna, to czas, w którym wszystko budzi się do życia, kwietnie, pachnie, świeci,jaśnieje, raduje i aż tańczyć się chce na ulicach:)

Chyba każdy z nas lubi kwiaty, dostawać, lub otaczać się nimi:)

Jednak nie każdy potrafi o nie dbać – ja raczej należę do tej grupy właśnie. Choć staram się być perfekcyjną Panią Domu (pedantyczne podejście do stanu mieszkania, zawsze poukładane, posegregowane, jedną noga pranie, drugą gotowanie, w jednej ręce telefon, w drugiej komputer, a trzecią tę wyimaginowana mam jeszcze dla sprostania rzeczy w głowie), to w kwestii domowego ogródka, wygrywam w roli Chujowej Pani Domu.
Co roku, od kiedy już na swoich włościach pałacowych jestem, kupuję, zasadzam, i podlewam…nie poddaję się, choć aż wstyd się przyznać, tej zimy nawet kaktusa zniweczyłam…!@%^%$&^^&@
Tak, tak , jestem do tego zdolna, kwiaty w moim mieszkaniu, mają ciężko. No ale cóż zrobić, nie mogę być zajebista we wszystkim. Dzieci do mnie lgną, starzy ludzie zawsze zaczepiają, zwierzęta wyczuwają dobrą aurę(?), to chociaż kwiaty postanowiły, że na linii One – ja, nie będzie przyjaźni.
Ale ja wraz z nadejściem wiosny, wyciągam swą dłoń doń, rozmawiam, daję pić, przesadzam, dosadzam, przestawiam, ustawiam, zabieram na opalanie słoneczne itd…itp…Nie tracę nadziei;)
Postanowiłam, że wewnątrz będę mieć tylko kwiaty z rodziny Hardcorów, czyli takie co mało piją wody (w przeciwieństwie do mnie) i nie są wymagające, wyjątek stanowią te pachnące cięte, ogrodowe cuda.

 

Skusiłam się dziś na Goździki, ale aby nie było im samotnie w pałacu, dołożyłam im królowe Piwonie!
Zobaczcie, piękne, aż oko cieszy i wodzi nosem…Panienki Piwonie, jeszcze nieśmiało schowane, ale już powoli się otwierają ….

 

 

Druga rzecz jest taka, że mieszkając w centrum miasta dobrze jest mieć balkon, ale aby z niego korzystać, fajnie by było mieć do tego przestrzeń i przyjemny anturaż.

 

Dlatego po wysuszeniu niezapominajek, postanowiłam, że mój miejski ogród, w tym roku będzie powodem do dumy. Od czterech lat usiłuję utrzymać cokolwiek na dłużej i nie wychodziło…Teraz będzie inaczej, czuję to;)

Moje Królestwo i nawet Tygrys się schował pod krzesłem;)

Pelargonie, Petunie, Lawenda – cudowności w moich biskupich kolorach,tutaj będzie się działo;)
Letnie wieczorki towarzyskie przy świetle księżyca, przy blasku świec ( dobry sposób na komary;)
Sąsiadka z naprzeciwka robi mi konkurencję, ale moje pelargonie są ładniejsze, czerwone są już dawno passe:P

A na deserek, czas na zioła : Rozmaryn, Bazylia, Oregano, jest też Poziomka i Pomidor!!!

Od lewej: Poziomka, pomidor, oregano, bazylia, koci miętka i Koteł Lucjan.

Będzie się działo:)

Wyzwanie 2015 – Dbamy o domowe ogródki, czas start!!! Wrócimy do tego wpisu;)

P.S.
Wszystkie kwiaty zakupione zostały na targu przy ulicy Ptasiej, u przemiłej Staruszki z ostatniego stoiska! Ziemia też;)
Stay Tuned!